prawie koniec tygodnia…

Chopin preludium e-moll op. 28 nr 4… melancholijny koniec tygodnia… jak cudnie dziś wyglądałaś… jeszcze tylko skrzydła… choć w samochodzie znalazlem białe pióro… nie było moje…

… zadziwiające jak bardzo tergnęły mną emocje… przecież czas nie zależy od Ciebie, a jednak opada mnie bezsilny płomień żalu, na który nie pomaga żaden ból…

piątek…

… jakoś dobrnołem do końca tygodnia… i gdyby nie uchylone okno samochodu w nocy, nawet nie wiedziałbym, że padało… spałem bez czucia, dopiero nad ranem mi się śniłaś… Twoje oczy są tak cudownie brązowe, ciepłe… roztkliwiam się… jeszcze ze dwie godziny do telefonu… jakoś czekam…

dzień…

… kolejny z kolejnych… myśli pełne Ciebie… Twój głos, więc jesteś… gdzieś tam niedaleko… choć mam wrażenie, że po drugiej stronie… Jesteś, jednak Jesteś, to takie radosne… tak bardzo tęsknię… to już chyba wpisane na stałe w moje dni… pada…

… powroty…

Przez tyle lat, jak ładnie zauważyłaś 12 – trwa uczucie, fascynacja, czułość, namiętność – jak przypływy, raz mniejsze, raz większe… wciąż do Ciebie wracam… wciąż mam pełne dłonie czułości… starcza dla Nas obojga… akurat żeby mieć wilgotne usta… … dziękuję za cudowne popołudnie… tak bardzo się cieszyłem, mogąc patrzeć w Twoje cudowne brązowe oczy, tak cudownie się śmiejące… lubię z Tobą spędzać czas, kiedy jesteś tuż obok, kiedy czuję Twoją dłoń, Twój zapach…